|
RELACJA Z II RUNDY
PUCHARU PRZEMYŚLA MTB
Pod Patronatem Prezydenta Miasta
23 -24.06.2007r.
Druga runda Pucharu Przemyśla przeszła do historii. Dwa dni rowerowego
festiwalu na przemyskim stoku, zmagań sportowców na stalowych rumakach
różnej maści miała miejsce w pierwszą sobotę i niedzielę wakacji 23 i 24
czerwca, ale zacznijmy od początku.
Pomysł żeby powiększyć formułę
zawodów pucharu o wyścig uphill i zawody downhillowe zrodził się w mojej
głowie i Waldka Hryniszyna zaraz po zakończeniu I rundy w maju. Dyrektor
Zamirski zaaprobował pomysł, więc można było rozpocząć przygotowania do
– można powiedzieć – historycznych zawodów. Wszak wyścigów XC w
Przemyślu, było już kilka, ale nocny podjazd pod stok w pełnym sztucznym
oświetleniu stoku narciarskiego – nigdy. Nawet nie wiem czy był gdzieś w
Polsce. Dodatkowym smaczkiem był pomysł połączenia wyścigu z Bike Party,
czyli imprezą na szczycie, z muzyką i filmami rowerowymi. Tor
downhillowy zaistniał w Przemyślu w ubiegłym roku, lecz nie gościł
jeszcze zawodów dla kolarzy pędzących na złamanie karku w dół i
skaczących na kilka metrów w wzwyż i w dal. W ten sposób postanowiliśmy
wzbogacić II rundę Pucharu Przemyśla, oprócz zawodów cross-country, o
uphill i downhill.
Prawie dwa miesiące przygotowań
– wyznaczanie tras, sprzątania parku, pozyskiwania sponsorów,
cotygodniowe spotkania z całym zespołem, dały efekt. W sobotę 23 czerwca
stok zrobił się bardzo kolorowy od banerów, reklam, kolarzy, kibiców,
przybyłych na wyścig XC. Trasa wyznaczona wokół fortu Zniesienie z
piękną panoramą miasta, po ścieżkach Parku Miejskiego i obu trasach
zjazdowych Stoku Narciarskiego musiała zostać nieco skorygowana, z
powodu opadów. To i tak lepiej niż w maju, bo nie sypało śniegiem.
Zawody otworzył Prezydent Lewandowski, a sportowo otworzył start
kategorii dzieci. Wyjrzało słońce i wysuszyło trasę, a nawet zaczęło
nieźle przygrzewać, tak że na końcu morderczego podjazdu, zmęczonych
kolarzy ofiarnie polewał wodą – Sędzia główny zawodów – Marcin
Kosterkiewicz. Oprócz zawodników i zawodniczek, na stoku pojawiło się
wielu kibiców. Wśród nich naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu UM Piotr
Idzikowski, Jan Pichur, Robert Michalcewicz – nasi sponsorzy, którzy nie
żałowali gardeł do wspomagania zawodników w trakcie wyścigów. Trasa
została określona przez startujących jako bardzo trudna i będąca
wyzwaniem sama w sobie. Nie wszędzie dało się jechać, a to ze względu na
podmokły teren i brak sił - podjazd pod „goprówkę” po przejechaniu ¾
stoku naprawdę daje się mocno we znaki, osobiście to przetestowałem.
Zasmuca jedynie fakt małej ilości startujących – 35 zawodników, ale
myślę że przy II edycji Pucharu, stanie się już na tyle znany, że będzie
przyjeżdżać co najmniej drugie tyle. Chociaż przy starcie orlików, elity
i juniorów aż miło było popatrzeć, jak narciarska jedynka prawie
gotowała się od kolarzy, gdy wypadali z parku na stok.
Po ceremonii dekoracji
zwycięzców i losowaniu nagród, skądinąd bardzo atrakcyjnych i prawie dla
wszystkich zawodników, nastąpiła przerwa do zmroku. Została przygotowana
trasa do UPHILLU, od stacji pośredniej do stacji górnej stoku
narciarskiego. Około 20 –stej rozpoczęło się Bike Party przygotowane
przez grupę offową – ZWILLENDER GROUP i wyszynkiem POSiRU. Zaczęli
przychodzić ludzie, konsumować grillowe potrawy. Około 21 –szej stało
się coś co przerosło oczekiwania organizatorów. Zapadający zmrok
dodatkowo zaczerniła chmara nadciągających chmur, podświetlonych przez
zachodzące słońce. Nagły podmuch wiatru rozprawił się z BikeParty, które
diabli wzięli, jak i szybę w aucie Rafała Rydla – wyrazy współczucia, a
nasza dmuchana brama mety gięła się jak zapałka. Sceneria przypominała
dobry horror, a nie wyścig kolarski. Zawodnicy niechętni byli do
zjechania na linię startu, lecz mocno przeze mnie namawiani, dokonali
tego. Później już nie mieli wyjścia, bowiem wyciąg nie działał.
Pierwszym parom udało się wyjechać jeszcze na sucho, ale ostatni z 12
startujących jechali już w rzęsistych strugach ulewy, w tym najmłodszy –
Marcin Rydel i jedyna pani Kaśka Kuśmider, których witali najzagorzalsi
z kibiców, organizatorzy i przemoczony Sędzia mety - Daniel Puchalski,
ubrany na lightowo. Zwycięzcą pierwszego UPHILLU w Przemyślu okazał się
Mateusz Pluta, z czasem 4 min.11s i jest to pierwszy oficjalny rekord.
Wszyscy świadkowie określili UPHILL jako niepowtarzalny i przychylam się
do tej opinii, bo raczej nie uda się ponownie zapewnić zawodnikom
podobnych atrakcji, a BikeParty myśle że uda się jeszcze zorganizować.
Zwycięzcy dekorowani byli przed rozpoczęciem zawodów DH następnego dnia
i oprócz medali i dyplomów otrzymali nagrody ufundowane przez firmę
INFORES.
Zobacz galerię zdjęć z imprezy na stronie Przemyskiego towarzystwa
Cyklistów:
 |
Niedziela 24 czerwca przywitała
nas pięknym słońcem, co chyba znaczy że kolarze zjazdowi mają większe
chody u pani pogody i to nie wiadomo dlaczego, może że to pierwszy raz?
Co by nie było od bladego świtu trwały przygotowania do DOWNHILLU –
taśmowanie trasy, budowanie hopy przy starcie przeze mnie i Szymka
Tasza, który dzień wcześniej już jedną z Waldkiem wybudował, pomimo
urazu barku. Zresztą Szymek i Janek Karpiel – budowniczowie przemyskiej
trasy przyjechali do nas już dwa dni wcześniej. Podobnie jak i dehalowcy
ujeżdżający i ubijający trasę, której ostatnio udało się zarosnąć.
Udrażniali ją od dwóch tygodni wraz z Waldkiem Hryniszynem młodzi
downhillowcy z Przemyśla – Sylwek Augustyniak, Mateusz Pluta i Miłosz
Mazur. Dwaj ostatni byli zresztą jedynymi zawodnikami, którzy startowali
we wszystkich trzech wyścigach II edycji Pucharu Przemyśla i to z
sukcesami – BRAWO! Kolarze DH wyglądają nieziemsko na swoich masywnych i
ciężkich rowerach, stworzonych do mocnego jeżdżenia, a raczej
zjeżdżania, bo nie polecam podjeżdżać na nich do góry. Równie zabójczo
wygląda ich strój – pełny kask, luźne bluzy, pod którymi schowana jest
zbroja, pokrywająca praktycznie całe ciało. Nie bez przyczyny, ponieważ
przy zjazdach i karkołomnych skokach o upadek nietrudno, a to może się
skończyć nieciekawie jeżeli się nie jest odpowiednio ubranym. Oczywiście
to jeszcze musi być poparte nienaganną techniką, bowiem sama odwaga nie
wystarczy. Co by nie mówić, oglądanie zawodów DH dostarcza nie lada
emocji, zapiera dech w piersiach, jest swoistym polowaniem dla
fotografów na superfotkę. A było co oglądać, gdyż przyjechali do nas nie
byle jacy zawodnicy na czele z Maćkiem Jodko z Rzeszowa, postać
wszystkim dehalowcom doskonale znana. Potwierdził on swoje umiejętności
wygrywając kategorię Elity i ustanawiając rekord trasy – 1;19;18. Wśród
startujących był Janek Karpiel, który wygrał kategorię Masters i autor
przemyskiego zamieszania downhillowego - Waldek Hryniszyn, który
ustanowił rodzimy rekord trasy. O atrakcyjności zawodów świadczy fakt,
że na starcie było niewielu kibiców. Większość była na trasie, żywiołowo
reagując na efektowne przejazdy zawodników i błyskając fleszami
aparatów.
Zawodnicy startowali w 5
kategoriach: hobby – hardtail i full oraz junior, elita, masters. Mieli
do dyspozycji dwa przejazdy, z których punktował lepszy. O zbliżonej
klasie startujących przemawia fakt, że o niektórych miejscach decydowały
tysięczne sekundy czasów, skrupulatnie wyłapywane przez obsługę
sędziowską – rodziny Puchalskich, tatę – Daniela i syna- Kajtka.
Niestety nie obstawiona została kategoria pań, za to w kategorii
juniorów mieliśmy niecodziennego zawodnika – 7- mio i pół letniego
Mateusz Ścierankę z Sanoka, którego przywiózł tato i zapewniał, że syn
jeździ od 2 tygodni dopiero. Mateusz zajął 5-te miejsce, ale dostał od
nas dyplom najmłodszego uczestnika i mnóstwo nagród. Wyjeżdżał bardzo
zadowolony, jak i pozostali zawodnicy, którym się nasze zawody podobały
i wyrazili ponowną chęć przyjazdu. Gorąco zapraszamy i obiecujemy, że te
pierwsze zawody nie będą ostatnimi. Aha zapomniałem wspomnieć o
nagrodach. Oprócz nagród rzeczowych, zwycięzcy trzech pierwszych miejsc
otrzymali dyplomy, medale i nagrody finansowe w wysokości 250zł, 170zł i
100zł ufundowane przez firmę EUROTERM.
Podsumowując, przez dwa dni działo się na stoku wiele i ciekawie. Można
spokojnie powiedzieć, że II runda Pucharu Przemyśla udała się
wyśmienicie. Była atrakcyjna dla nas jako organizatorów, pomimo ogromu
włożonej pracy, dla zawodników i dla kibiców. Można trochę powybrzydzać
na ilość startujących, ale powoli. Myślę że kolarzy w naszym mieście i
tych przyjezdnych przybędzie. I wszyscy oni przekonają się, że warto
startować w kolejnych edycjach Pucharu Przemyśla, bo oprócz adrenaliny
związanej z rywalizacją to doskonała zabawa i forma spędzania czasu
wolnego. Tak więc do zobaczenia po przerwie wakacyjnej 28 sierpnia na
III rundzie, a przez wakacje do treningu!!!
Czas na podziękowania, a tych niemało. Przede wszystkim podziękowania
dla szefostwa POSiR-u – Mariusza Zamirskiego i Marka Osiadacza za to że
zdecydowali się na organizację naszych zawodów. Dla wszystkich
pracowników, którzy ofiarnie pomagali w organizacji na czele z Robertem
Kanimirem, Pawłem Juchą i Mariuszem Pruchnikiem.
Jeszcze większe podziękowania dla naszych sponsorów, dzięki których
pomocy mogliśmy godziwie przyjąć zawodników i wręczać atrakcyjne
nagrody:
• REM II
• EUROTERM
• BOZ III
• INFORES
• SARAFIS
• ESSENTIA VITAE
• KONIMPEX
• COCA COLA HBC
• STATOIL
• SKLEPY TURYSTYCZNE AZYMUT
• VELO
• Sieć Sklepów BILA
• UNIBET
• Przemyska Agencja Rozwoju Regionalnego
• JAN KARPIEL
Gorące podziękowania kieruję do Komendy Miejskiej w Przemyślu, Straży
Miejskiej, Zarządowi Dróg Miejskich w Przemyślu, za zabezpieczenie tras
wyścigów.
Indywidualne podziękowania dla Marcina Kosterkiewicza, za sędziowanie
XC, Andrzeja Ligęzy, za wystrzałowy plakat, Daniela Puchalskiego, za
pomiar czasu, Grześka Karnasa, za kapitalne zdjęcia (czekam na
płytkę!),mojego syna Miłosza, za starty i za to że wytrzymał moje humory
i wszystkim tym których nie wymieniłem a powinienem.
Dyrektor Pucharu Przemyśla MTB
Krzysztof Mazur
|